Nasz człowiek na Antarktydzie

01/03/2019

Jarosław Maculewicz, na co dzień pracownik Urzędu Miejskiego, ale także uczestnik dwóch wypraw na Antarktydę. Od października 2017 r. do listopada 2018 r. jego miejscem zamieszkania była Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych. Pan Jarek pełnił tam odpowiedzialną funkcję elektryka – to od niego zależało „życie” stacji.

 

 

 

Kiedy był Pan na Antarktydzie?

Byłem dwukrotnie, pierwszy raz od września 2014 r. do listopada 2015 r. w ramach 39. Wyprawy Antarktycznej, drugi wyjazd to październik 2017 r. – listopad 2018 r. w ramach 42. Wyprawy Antarktycznej. Pierwsza wyprawa była trochę dłuższa z racji 40-dniowej podróży statkiem przez cały Atlantyk. Z pełnym zaopatrzeniem stacji wypłynęliśmy z Gdyni, zapłynęliśmy do Bremen, tam ładuje się trochę towaru dla innej stacji, udało nam się zapłynąć do Las Palmas na Wyspy Kanaryjskie. To była piękna przygoda, przeszedłem typowy chrzest morski od kapitana statku przebranego za Neptuna. Na koniec dostaje się certyfikat, że przekroczyło się równik i specjalne imię, ja dostałem – Krab. Ostatni port po drodze to Argentyna, tam załadowaliśmy świeże owoce i zgarnęliśmy resztę ekipy, potem już tylko podróż 4-5-dniowa, prosto na stację.

W tym roku lecieliśmy samolotem przez Dubaj, Rio de Janeiro, Buenos Aires. Droga powrotna też jest bardzo piękna, płynęliśmy na Falklandy, tam mieliśmy pięć dni postoju, bo tylko raz w tygodniu ląduje tam samolot. Stamtąd Chile, Santiago, Paryż i Warszawa… Piękny czas, tydzień wspaniałej podróży w jedną stronę.

 

Kiedy wpadł Pan na pomysł takiej wyprawy?

To był 2013 r., złożyłem aplikację do Polskiej Akademii Nauk, rozmowa, dokumenty i wstępna klasyfikacja. Do tej wyprawy jednak nie doszło z powodu braku środków. Telefon otrzymałem w 2014 r. z pytaniem, czy nadal jestem zainteresowany. Oczywiście byłem. Pojechałem na specjalistyczne badania lekarskie do Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej, są to wyjątkowo szczegółowe badania, zaglądają faktycznie wszędzie.

 

Jak rodzina i bliscy zareagowali na ten pomysł, tyle czasu tak daleko…?

Hmm… Jakby to powiedzieć… Kiedy składałem papiery, nikt nie wierzył, że pomysł się ziści. Postawiłem rodzinę przed faktem dokonanym i powiedziałem, że jadę. Tak było za pierwszym razem, drugi raz – już trochę gorzej, już wiadomo, że to jednak rok – szmat czasu.

 

Co najbardziej zaskoczyło Pana na miejscu?

Wszystko! Wszystko… My sobie tutaj w kraju nie zdajemy sprawy z pewnych rzeczy, prosty przykład – u nas są muchy, pająki, wszystkie te insekty, myszy, tam tego nie ma. Można zostawić owoce, na wierzchu, muszki się nie zlecą. Każdy, kto przyjeżdża tam na stałe musi dokładnie wszystko wytrzepać, doczyścić i umyć, nawet żeby jednej obcej trawki nie przenieść na wyspę. Obce gatunki, jeśli są, jest to sensacja i są zwalczane. Poza tym pogoda jest gwałtowna i zmienna, inne jest odczuwanie temperatury.

 

Właśnie, jak warunki, pogoda?

Najniższa temperatura za mojej kadencji to -26℃, najniższa zanotowana -34℃. Jest ona jednak inaczej odczuwalna, wilgotność jest inna, jest bardziej sucho i lżej się to znosi. Aczkolwiek wiatry są gwałtowne, a w połączeniu z tymi temperaturami robi się naprawdę nieprzyjemnie. Bez kominiarki, gogli itd. ciężko wyjść. A wiatry są naprawdę gwałtowne, najwyższa zanotowana prędkość wiatru to 280 km/h. Przy nas było ok. 180 km/h. Drzew tam nie ma, wiadomo. Wiatr przestawia kontenery i budynki. Próbowano stawiać wiatraki jako dodatkowe źródło energii – szybko zrezygnowano, trzy wiatraki zostały połamane. Przyroda jest tam piękna, wprost przepiękna, ale gwałtowna, naprawdę.

 

Jak wyglądał typowy dzień na stacji?

Życie na stacji można podzielić na dwa zasadnicze etapy, lato i zima. Latem jest więcej ludzi, przyjeżdżają naukowcy z Polski i zagranicy, ok. 20-30 osób. Dzień zaczynał się od śniadania o godz. 8:00, to najistotniejsza część dnia, wtedy spotykamy się, sprawdzamy czy wszyscy są zdrowi i omawiamy zadania. Po śniadaniu każdy bierze się za to, co do niego należy. O 14:00 jest obiad, po posiłku do 18:00 znowu praca, o 19:00 kolacja. Nie jest to stały rytm, jak pogoda pozwala rezygnujemy z przerw i zostajemy w terenie. Tak jest latem. Zimą zostało nas osiem osób, wtedy jest mniej zajęć, rytm ulega zmianie. Nie ma kucharki, co osiem dni pełnimy dyżur na kuchni.

 

Towarzysze na stacji, kim byli?

Jest kilka ustalonych specjalizacji, z których specjaliści muszą być, szczególnie podczas zimy. Energetyk-elektryk (czyli ja), ratownik medyczny, monitoringowiec, informatyk, mechanik. Ważny jest dobór ludzi pod względem charakteru, co nie zawsze się udaje. Zimą jest bardzo konfliktowo, odosobnienie daje się we znaki. Od kwietnia do końca października byliśmy właśnie w te osiem osób, nikt nas wtedy nie odwiedza. Najbliższa stacja brazylijska jest w odległości 10 km po drugiej stronie zatoki. Jest się w zamkniętej grupie i konflikty narastają i jest to mocno stresujące. Autentyczna sytuacja, co prawda nie z naszej stacji, ale doskonale to obrazująca – rosyjska stacja, dwóch przyjaciół, jeden drugiemu zdradził zakończenie książki i ten pierwszy wbił mu za to widelec pod żebro. Do tego ludzie są zdolni, żyjąc w odosobnieniu. Ktoś położy nie tak łyżeczkę i nawet to może być przyczyną konfliktu. Pobyt na stacji zimą jest porównywalny z wyprawą kosmiczną. Były w tym kierunku prowadzone badania. Przychodzą takie momenty, że ma się ochotę na piechotę po śniegu wrócić do domu. Jak jest ładna pogoda, to pół biedy, ale gdy przychodzi środek zimy, kiedy słońce wschodzi na maksymalnie dwie godziny, takiej jasności jest przez cztery godziny. A do tego wieje przez tydzień, to nie jest jakiś tam wiaterek, to jest W I A T R. Odgłosy, jak przy starcie samolotu, non stop przez tydzień. Kończą się warzywa, owoce, brakuje świeżych produktów, witamin. Jedzenia jest pod dostatkiem i są to najlepszej jakości mięsa i przyprawy, ale i tak najbardziej ma się ochotę na pomidora z krzaka. Człowiek sprzedałby kilogram wołowiny argentyńskiej za jednego pomidora. I jeśli to wszystko nałoży się na siebie, to zimą naprawdę przychodzą chwile zwątpienia.

Teraz i tak jest lepiej, mamy Internet, raz lepszy, raz gorszy, czasem wcale, ale jest możliwy kontakt z rodziną. Przy wyprawach 15 lat temu, kontakt z bliskimi był bardzo ograniczony, szybki telefon raz na miesiąc musiał wystarczyć…

 

Czy po powrocie do Giżycka zmieniło się coś w Pana postrzeganiu rzeczywistości?

Nabrałem spokoju i dystansu do wszystkiego. My tu biegamy, wszystko załatwiamy szybko, a tam żyje się inaczej, zmienia się punkt widzenia. Pierwszym szokiem po powrocie jest właśnie to tempo, reklamy, informacje, tam nie ma nawet radia, czy telewizji. Jest biblioteka i wideoteka, ale mimo wszystko jest się oderwanym od bieżących spraw.

 

Panie Jarku, czy będą kolejne wyprawy?

Nie. Nie w to miejsce, dwa razy wystarczy. Z resztą, trochę się pozmieniało. Według mnie trafiają tam ludzie coraz mniej przygotowani, mniej odporni, mniej z prawdziwej pasji, bardziej na zasadzie – „nie mam co robić, zobaczę co tam na Antarktydzie”. Można tam pojechać z ciekawości, ale częściej ludzie nie mogą dotrwać do końca wyprawy, nie podoba im się i wracają do kraju.

 

Jaka była Pana motywacja, by pojechać na Antarktydę?

Chęć zobaczenia świata, chęć sprawdzenia się, bo to spore wyzwanie, udowodnienia sobie, że mogę i potrafię. Tak poza tym, my Polacy naprawdę jesteśmy dobrymi fachowcami i dużo potrafimy, chętnie też pomagamy innym stacjom. Jesteśmy także wielozadaniowi. Zdarzyła się sytuacja, że podczas podróży zachorowała kucharka, a kolega (kierownik techniczny) musiał ją zastąpić i doskonale dał radę. W ogóle większe szanse, by dostać się na wyprawę, mają ludzie posiadający dwie, trzy specjalizacje.

 

Znajomości zawarte na Antarktydzie przetrwały?

Jasne! Co roku mamy święto stacji, w rocznicę założenia organizowane jest spotkanie w Warszawie w Zakładzie Biologii Antarktyki PAN. Zjeżdżają się polarnicy, uczestnicy wypraw starsi i młodsi, rozmawiamy i wspominamy. 25 lutego byłem właśnie na takim spotkaniu. Znajomości i przyjaźnie zawiązują się na lata, jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie. To wspaniali ludzie z pasją, mam takiego znajomego, który jako pracownik Polskiej Akademii Nauk jeździł na wyprawy piętnaście razy, rok po roku, na krótsze oczywiście, nie takie roczne.

 

Panie Jarku, bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Z Jarosławem Maculewiczem, uczestnikiem dwóch wypraw na Antarktydę rozmawiała Katarzyna Zadroga (UM Giżycko, BPS).

fot.J.Maculewicz

Autor: Katarzyna Zadroga

Zobacz również

Kalendarz wydarzeń

Lip
10
śr
11:00 Podwórkowa Liga Boccia
Podwórkowa Liga Boccia
Lip 10@11:00 – Sie 28@13:00
Podwórkowa Liga Boccia @ Giżycko różne lokalizacje
Podwórkowa Liga Boccia w ramach „Bajkowego Lata ze Świetlicą”   Centrum Profilaktyki Uzależnień i Integracji Społecznej zaprasza do wspólnej gry...
Sie
18
nie
całodniowy Mazurski Festiwal Piłki Ręcznej ...
Mazurski Festiwal Piłki Ręcznej ...
Sie 18 – Sie 23 całodniowy
Mazurski Festiwal Piłki Ręcznej Dziewcząt i Chłopców
Mazurski Festiwal Piłki Ręcznej Dziewcząt i Chłopców hale sportowe MOSiR, ZSKŚiA, COS-OPO   Jedna z  największych imprez piłki ręcznej w...
Sie
20
wt
całodniowy Miejska gra terenowa i konkurs p...
Miejska gra terenowa i konkurs p...
Sie 20 – Sie 21 całodniowy
Zapraszamy do udziału w konkursie plastycznym i grze terenowej w ramach Programu Dotacyjnego „Niepodległa” 2019Uczcimy Niepodległość po raz kolejny!    ...
Sie
21
śr
całodniowy Mazury Curling Festival
Mazury Curling Festival
Sie 21 – Wrz 3 całodniowy
Mazury Curling Festival Turniej Mazury Curling Cup – Mazurskie Centrum Sportów LodowychDrukuj
Sie
23
pt
13:00 Wystawa fotograficzna „Giżycko o...
Wystawa fotograficzna „Giżycko o...
Sie 23@13:00 – 14:00
Wystawa fotograficzna "Giżycko okiem CIS" @ Centrum Integracji Społecznej
WYSTAWA FOTOGRAFICZNA „GIŻYCKO OKIEM CIS” Po raz drugi uczestnicy Projektu „Kurs na pracę! Reintegracja społeczno – zawodowa mieszkańców Giżycka w...
Sie
24
sob
12:00 Mazury razem dla Szymona. Rodzin...
Mazury razem dla Szymona. Rodzin...
Sie 24@12:00 – 17:00
Mazury razem dla Szymona. Rodzinny Piknik Charytatywny @ Port Bogaczewo
Rodzinny piknik charytatywny MAZURY RAZEM DLA SZYMONA 24 sierpnia 2019 (sobota) 12.00-17.00 Port Bogaczewo (Bogaczewo 17 k. Giżycka) Jednoczymy siły,...
17:00 KOLOROWE ZAKOŃCZENIE WAKACJI Fes...
KOLOROWE ZAKOŃCZENIE WAKACJI Fes...
Sie 24@17:00 – 00:00
KOLOROWE ZAKOŃCZENIE WAKACJI Festiwal Kolorów by Wawel MICHAŁ SZCZYGIEŁ @ plaża miejska
KOLOROWE ZAKOŃCZENIE WAKACJI i Festiwal Kolorów by Wawel Fresh & Fruity   24 sierpnia 2019 (sobota) start 17.00 Giżycko plaża...
Sie
25
nie
19:00 Międzynarodowy Festiwal Muzyki O...
Międzynarodowy Festiwal Muzyki O...
Sie 25@19:00
Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej i Kameralnej w Giżycku
Niedziele lipca i sierpnia godz. 19.00 Kościół Ewangelicko – Augsburski w Giżycku   FILHARMONIA KAMERALNA IM. WITOLDA LUTOSŁAWSKIEGO W ŁOMŻY...
Sie
26
pon
całodniowy Finał Pucharu Polski w klasie Laser
Finał Pucharu Polski w klasie Laser
Sie 26 – Sie 29 całodniowy
Finał Pucharu Polski w klasie LaserDrukuj
Giżycko
22°
słabe opady deszczu
wilgotność: 79%
wiatr: 3m/s płn. zach.
Max: 22 • Min: 21
23°
Wt
16°
Śr
20°
Czw
23°
Pt
Weather from OpenWeatherMap

eko miasto

eko miasto

Newsletter

play-store

play-store

app-store

app-store

windows-store

windows-store

BIP

BIP

EPUAP

EPUAP

Dziennik ustaw

Dziennik ustaw

Monitor polski

Monitor polski